2012-07-07 13:49:39
Pierwsza normalna sobota

Normalnie po tygodniu wypełnionym pracą i studiami jestem tak wykończony, że w soboty wstaję ok. 15-16., a i to przy założeniu, że ktoś lub coś - chcący lub nie - obudzi mnie. Dzisiaj wstałem bez budzenia. Myślę sobie - "ech, pewnie znowu jakaś 15...". Patrzę na zegarek - przed 12. "Phi... Dopiero...". ;-)

Szkoda tylko, że jest tak gorąco i duszno, to zdecydowanie nie są warunki do tworzenia...

2012-06-03 23:01:05
Sesja mode

Znowu siedzenie po nocach, znowu nad notatkami i kartkami, z długopisem w dłoni, znowu dobiega ambient z głośników. Sesja mode pełną gębą., chociaż to i tak nie może się równać z sesją pod koniec pierwszego semestru...

Nie chcem ale muszem. ;-)

2012-05-20 18:11:16
Co te studia ze mną robią...

Właśnie przeprosiłem się z GDB. Tak, tym debuggerem. Okazuje się, że nie dosć, że da się go używać, to jeszcze z pozytywnym skutkiem. A wszystko dlatego, że nie miałem innej opcji - Eclipse-PTP w sieci WAN to pomyłka, podobnie Eclipse w VMce, a GCC 4.5 (lub nowszego) z dostatecznie kompletną obsługą C++11 nie ma w MinGW.

To na tyle w kwestii studiów, które dają tylko nic nie znaczący papierek ;)

Protip dla fribździarzy - zaktualizujcie sobie porty, potem zainstalujcie GCC 4.7 i GDB 7.4, a potem poróbcie symlinki do nich (w /usr/local/bin) albo aliasy. Warto też pokombinować z bibliotekami, bo instalacja GCC 4.7 nie usuwa starych (z GCC 4.2).

2012-03-16 17:29:02
Connection refused

Zachciało mi się pracy z Danymi Wrażliwymi, to musiałem za to jakoś zapłacić. Tym razem - pod postacią Wielkiego Fajerłola, który blokuje mi połowę internetów, część stron klasyfikuje jako niebezpieczną albo pornografię, no i nie przepuszcza połączeń SSH. Cóż. Ale z drugiej strony - to dobrze o nich świadczy. Ciężko w ten sposób o jakąś wybitnie bezczelną samowolkę, no i trochę bardziej motywuje do pracy - w końcu ma się wybór tylko pomiędzy zasadniczą pracą a gapieniem się w sufit... ;-)

2012-01-02 01:28:08
Zasadniczo małe summary

Pierdyliardy blogaskowiczów przed końcem roku zabrało się za lolpodsumowania roku (który - wtedy - jeszcze się nie skończył), a ja stwierdziłem, że chromolę. Mimo wszystko rok podsumowałem sobie - mentalnie, znaczy w głowie - i tak, i uznałem, że mimo krzywienia się (jak co roku zresztą), na śledzie w śmietanie, rok był lepszy od poprzedniego. Nie wyszedł pełny release HCMa z IMAPem, ale zaczęły wychodzić daily z czymś więcej niż PoC (proof of concept) oraz PoS (proof of skills). Z ludźmi też ciężko, ale po prostu jestem wybredny i ostatnio bardzo chamski :) Jest wyższe - licencjat to już wyższe - bez poprawek i drugich podejść, są dzienne, nie udał się przedsesyjny rush w takim stopniu jaki sobie życzyłem - trzeba będzie jeszcze ciut poklikać (aczkolwiek zdaję sobie sprawę z tego że i tak mocno przeginam pałę z tym "nie udało się", skoro mam obecnie taki śmieszny komfort, że co bym teraz nie robił, to siedzę z wysoką średnią w drugim semestrze).

2011 był lepszy od 2010 w tym, że cholernie dużo dowiedziałem się o życiu. Sporo niby bezsensownej pracy zwieńczonej najpierw OMGWTFBBQ ekscesami a potem dwoma miesiącami bluzgów i patrzenia się na samice jak Hitlerowiec na Żydów, ale po pierwsze, warto było (zawsze warto ;->), a po drugie, nie byłem jedynym który (uwaga, zamierzony caps ahead) doświadczył DOKŁADNIE TO SAMO W DOKŁADNIE TYCH SAMYCH OKOLICZNOŚCIACH I W (prawie...) DOKŁADNIE TYM SAMYM ŚRODOWISKU (i żeby było już totalnie lolzowo - "koincydencja" czasowa też miała miejsce). Ale delikwent, którego de facto nie znam (a on mnie) a mimo to i tak mam na myśli (i w innym tabie Opery), choć zaszalał poważniej i zaszedł dalej, to w zasadzie w ten sposób przegrał wszystko. Dosłownie i w przenośni. A ja z całej czwórki wyszedłem jako największy beneficjent ;D

(Aczkolwiek parę walk interpersonalnych i interpoziomowych, nie mających związku z Harlequinnologią stosowaną, też miało miejsce i też się czegoś nowego dowiedziałem, a emocji przyniosło toto niewiele mniej).

Zatem, panie i panowie, tego wam życzę w nowym roku: śmiałego palenia mostów i budowania nowych (tylko po to by je za chwilę spalić :DD), palenia łodzi i ponoszenia konsekwencji swoich decyzji (byle podejmowanych na podstawie danych z zasięgu wzroku, radaru i wywiadu, a nie w afekcie choroby układu krążenia...) i jawnej dezaprobaty tego, co się dzieje dookoła i podejmowania chociażby prób zmian tego, co was irytuje, na lepsze, miast siedzenia na dupie i stękania lub wykręcania się defaultowym, wyimaginowanym brakiem czasu.

A ja sobie życzę, żeby wreszcie odpuściła mnie ta cholerna niemoc twórcza i zamroczenie entelektułalne.

Rzekłem. Spocznij. Szczęśliwego 2012-go.

2011-10-15 19:43:01
Last.fm'a pogrzało do reszty

Panowie, poważnie? CZTERYSTA DZIEWIĘĆDZIESIĄT TRZY REKOMENDACJE Z DNIA NA DZIEŃ?! Wczoraj było prawie trzysta - dzisiaj 493 NOWE.

No cóż. Dobrze, że mam wgeta a Opera umożliwia wyeksportowanie tego do pliku (kolejny argument za offline'owym czytnikiem RSS ;-)).

Update: 2h później: 605 rekomendacji (112 nowych)...

2011-08-14 04:04:13
Teh internetz

Na studiach poznałem paru wesołych lolków, w tym samym czasie poza studiami poznałem jeszcze kilka innych ciekawych osobistości. Ich wszystkich łączy jedno i to samo - w internetach właśnie kreowali się na nie wiadomo kogo, czasami podpierając to taszczeniem ze sobą - IRL - lapa (nierzadko makówkę) gdzie się tylko da, albo przy każdej okazji wyciągając swojego smartfołna i udając wielce zajętego/zajętą. Minęło trochę czasu, życie - pod różnymi postaciami - i o nich sobie przypomniało. Nie ma już 1048576 blipów/flaków dziennie (czasem nie ma w ogóle), ostatnie logowanie na laście - wieki temu, strony-wizytówki nie istnieją albo nic nie mówią, ogólnie - wsiorbało. Jedna delikwentka próbowała wrócić w wielkim stylu. Spotkała się z niezbyt zaskakującą reakcją - meh... (i nie mam tu na myśli ludzi, którzy coś osiągnęli i na tym poprzestali... Bo to zupełnie inna liga.)

Tak jakoś zebrało mi się na wspominki i małe guglanie. Taki standardowy klin, który pozwala w pewnym stopniu zwalczyć niemoc twórczą. Coś w stylu motywacja przez pokaz - "tyle oni - chcesz być następny?". Tylko że to, co zadaje mi to pytanie, nie chce sobie przypomnieć, skąd się tu - ze swoim blogaskiem - wziąłem...

No właśnie. Pięć lat - ba, ponad pięć lat! - już minęło, kiedyś pomyślałem sobie, że to dobra okazja do jakiegokolwiek świętowania, skończyło się na niczym - jeśli nie gorzej. Słusznie czy nie - bez znaczenia. Ostatecznie machnąłem ręką, w końcu tak naprawdę nie ma powodu do robienia jakiegokolwiek halo. Popatrzyłem w przeszłość, roześmiałem się, zamyśliłem, popatrzyłem...

Tak, jutro też jest dzień. Dzień tworzenia przyszłości.

Tylko trzeba jeszcze mieć chęć ruszyć dupę do roboty ;->

W zasadzie to nie wiem do kogo ten wpis kierować, więc wrzucam na lvl1 - żeby nie było, że stałem się starym, zimnym pro klepaczem :D

Bonus!

2011-06-17 01:14:11
Programista o mentalności asemblerowca

Programista taki cechuje się następującymi objawami: niepokój, niepewność i pewnego rodzaju zagubienie w sytuacji, gdy - pisząc w znanym już języku - przy najprostszych sprawach nagle musi co chwila zaglądać do dokumentacji; gdy rozwiązanie działa, ale nie potrafi w sensowny sposób wyjaśnić, dlaczego; gdy stosowane narzędzia mimo, iż teoretycznie miały uprościć sprawę, nagle ją gmatwają i są źródłem różnych, trudnych do zauważenia problemów; gdy nie ma jasnej informacji co się dzieje "pod strzechami" i jakie wewnętrzne procesy zachodzą. Programista taki charakteryzuje się więc przede wszystkim chorobliwym obrzydzeniem i niechęcią do języków wysokiego poziomu, w szczególności ukrywających wewnętrzne procesy oraz różnego rodzaju tzw. "frameworków".

Przeciwieństwo "enterprise software developera", który pisanie w językach niskopoziomowych (niekoniecznie od razu assemblerze) uważa za archaizm, zaś "frameworki" nazywa "technologiami", często nie będąc w stanie zrealizować bez nich najbanalniejszego projektu.

Swoją szosą, co kilkanaście lat ktoś wyskakuje z nowym halo, które pozwala robić w zupełnie inny, przeważnie tak naprawdę dużo mniej wydajny (a do tego dużo mniej intuicyjny) sposób to, co się robiło do tej pory.

2011-06-02 17:03:49
mBank porąbało do reszty

Wygląda na to, że mBank ma za dużo klientów i bardzo zależy im na ich redukcji - cóż, różne są zboczenia. Szkoda tylko, że tym razem celują m. in. we mnie.

2011-05-23 20:16:20
Oczywista oczywistość czaptyr pierdiardynasty

Mam wrażenie że na codzień otaczają mnie prawie wyłącznie dwulicowcy i hipokryci. Przykłady można mnożyć - co chwila ktoś narzeka na coś, a sam(a) nie kiwnie palcem (mimo że dysponuje odpowiednimi środkami ku temu), co jakiś czas ktoś domaga się ode mnie jakiejś pomocy, a gdy ja jej potrzebuję - jestem sam na środku pola, czy znowu - raz na jakiś czas ktoś nagle przypomina sobie o mnie, chociaż sam(a) zrywał(a) kontakt swoją ignorancją, nie mając czasu na odpisanie na głupie "cześć, co słychać?".

I nie, nie odkryłem ameryki, nie zdarza mi się to pierwszy raz w życiu, ani nawet nie jestem specjalnie zaskczony - nauczyłem się z tym żyć. Z tym, że irytacja "po fakcie" jest ciągle ta sama.

Pocieszające jest właśnie to, że można z tym żyć. Mniej pocieszające jest to, jak to się kończy na dłuższą metę - z jednej strony ludziom cholernie przeszkadza, że staram się w miarę trzymać na dystans, a z drugiej - robią dokładnie wszystko, żebym nie miał zamiaru tego zmieniać.

« Późniejsze wpisy | Wcześniejsze wpisy »

Powered by:
Hellcore Mailer - polski program pocztowyOpera Web BrowserFreeBSD - The Power to Serve!Slackware
RSSy:
Sidekick:
Projekty:
O autorze:
Zobacz:
Kategorie:
Archiwum:
Szukaj: