2013-08-18 16:41:49
SFowy Enemef

Normalnie nie kręci mnie siedzenie w kinie, więc specjalnie nie oglądam się za tym, co obecnie puszczają na "wielki ekran". Przypadkowo (!) dotarło do mnie jednak, że najnowszy Enemef bedzie składał się z samego S-F (w tym jednej premiery), więc przechodząc obok Silver Screenu stanąłem w kolejce po bilet.

W tym Enemefie udział wzięły filmy "Elizjum", "Dystrykt 9", "1000 lat po Ziemi" oraz "Looper".

Nie będę się silił na jakieś straszliwie wnikliwe lolrecenzyjki, bo filmy oglądam dla zabicia czasu - jeśli ktoś chce recenzji, niech wywala na Filmweb ;)

"Elizjum" było pierwsze i od razu jako premiera. Typowe, amerykańskie kino akcji połączone z fantastyką, czyli rzeczy niewiarygodne i niemożliwe przeplatane efektami specjalnymi, trzęsącą się kamerą, "złymi" czekającymi nie wiadomo ile na strzelenie, do tego parę łapiących za serce scen, i niby jakiś podtekst moralny. Brzmi przeciętnie? Na pewno nie było to coś kładącego mnie na łopatki (ostatnie trzy filmy które to zrobiły, to "Koyaanisqatsi", "1984" i "Sala Samobójców"), niemniej oglądało się miło i końcówka, mimo że całkowicie przewidywalna, to jednak podobała mi się. Zdecydowanie najmocniejszy punkt programu, aczkolwiek szkoda, że poszło jako pierwsze ponieważ następny był...

"Dystrykt 9" to film nakręcony tak, aby przypominał reportaż/dokument. Od razu rzuca się w oczy postać głupkowatego urzędasa, po paru minutach można domyśleć się co się stanie dalej... Mało fajerwerków i akcji, zdecydowanie więcej tu historii i kwestii do przemyślenia, i boli, że to poszło jako drugie, ponieważ reżyser ten sam (Neill Blomkamp), i można dostrzec, do czego był zdolny bez absurdalnego budżetu. Wyszedł zbalansowany obraz o ksenofobii i chciwości ludzkiego gatunku - takie powinny być filmy S-F. Co zresztą zostało docenione. Chociaż raz już ten film widziałem, to nie przeszkadzało mi obejrzeć go jeszcze raz, bo nawet jeśli to S-F o ufolach, to nie jest to najeżona efektami specjalnymi sensacja.

"1000 lat po ziemi" był zdecydowanie najsłabszym punktem programu. Mało ciekawa wizja świata, który wyprowadził się z Ziemi po wielkim katakliźmie i który nawet w nowym miejscu nie mogł spać spokojnie, byłaby w porządku, gdyby była zrealizowana w stylu podobnym do "Elizjum" - tak się jednak nie stało i mamy nudną, próbującą nam coś przekazać historię a'la "Karate Kid". Do tego pewne sceny zostały potraktowane wybitnie po macoszemu, co zresztą zostało wychwycone przez widownię (śmiechem). I to w zasadzie na tyle, bo filmu nie uratował nawet Will Smith, który na początku pomachał mieczykiem i to już awansowało go do roli międzygalaktycznego bohatera, który jednak nie daje sobie rady z głupim złamaniem. ;) Serio, nie ma tu ani wybitnych efektów specjalnych, ani fabuły, ani akcji. Wieje nudą i kiczem dla młodszej publiki (np. tej, która w życiu nie widziała "Karate Kid" ;)).

"Looper" zaś okazał się zaskoczeniem. Poruszana jest tematyka podróży w czasie - i chociaż znowu próbuje się na siłę z tego korzystać i odwrócić błędy z przeszłości, to jednak nie jest to smutna, filozoficzna gadka o tym, jak to marnujemy swoje życie i jak to, co robimy dzisiaj, wpłynie na nasze jutro, etc., etc.,. Po obsadzie można już obstawiać co się będzie działo ale... Nie. Bruce Willis oczywiście będzie zabijał, ale to nie będzie kolejna historia a'la "Szklana Pułapka", zaś wyrazista jak cholera postać grana przez Noaha Segana sprawi, że gościom z nadmiarem testosteronu może przejść przez resztki mózgów myśl o jego zredukowaniu. "It's work for the grown-ups.". Podobało mi się też to, że z samej podróży w czasie nie zrobiono wielkiego show - postacie pojawiają się i znikają "ot tak", bez fajerwerków i wyładowań a'la "Terminator", w ogóle w filmie nie chodzi o efekty, pod tym względem bliżej temu do jakiejś sensacji czy dramatu. Ważniejszy chyba jest dylemat głównego bohatera co do jego własnej przyszłości i to, jak z naćpanego szczeniaka rodzi się dorosły mężczyzna.

Ogólnie ten Enemef oceniam pozytywnie. Co prawda jak zwykle przeszkadała mi widownia - głównie dlatego rzadko chodzę do kina - ale na samo "Elizjum" na DVD/BD pewnie przyjdzie mi poczekać, więc warto było (zresztą część osób dała sobie spokój już po tym filmie - co w sumie jest smutne, wydawać 35zł na jedno obejrzenie...). Najbardziej irytował mnie koleś, który ewidentnie ma problemy z węchem (i higieną stóp - przez co ostatecznie zmieniłem miejsce), irytująca była też para, która tu trafiła bardziej na randkę niż na seans - chłopak, znudzony, wyciągnął piwo, po czym pod koniec drugiego filmu zaczęli ze sobą ostro nawijać, po czym się na szczęście ewaukowali. Pojawił się też amator e-dymka, ale najwyraźniej obsługa dała mu coś na wstrzymanie (swoją szosą, czemu ludzie nie mogą zatrybić, że dym - czy to ze zwykłego papierosa, czy e-papierosa - jest TAK SAMO wkurwiający? W takich momentach jestem za ich (e-papierosów) pełnym opodatkowaniem, jak zwkykłe "fajki"). No i oczywiście nie można zapomnieć o znudzonej dzieciarni, do której nie dociera, że świecące ekrany komórek wybijają się i odciągają uwagę nie tylko przy ciemnych scenach, ale i gdy jest jasno.

I to chyba na tyle. Trochę szkoda, że nie dali chociażby "Ja, Robot" zamiast tego nieszczęsnego "1000 lat po Ziemi" (a też z Willem Smithem! :P), ale przynajmniej teraz wiem, czego z nowości nie powinno się polecać :P


Może Cię zainteresować...

Link | Skomentuj! | Non-tech
Pokazuj komentarze.
Powered by:
Hellcore Mailer - polski program pocztowyOpera Web BrowserFreeBSD - The Power to Serve!Slackware
RSSy:
Sidekick:
Projekty:
O autorze:
Zobacz:
Kategorie:
Archiwum:
Szukaj: