2011-05-16 02:15:51
Wędrownicze note-to-self

Jeżeli znowu najdzie mnie na chodzenie po nieznanym, za-miastowym odludziu, dać sobie na luz albo przynajmniej wyposażyć się w mapę i/lub kompas.

Szedłem sobie pewną długą ulicą w kierunku zachodnim, chcąc sprawdzić gdzie ona się właściwie kończy - ostatecznie mieszkać tu 21 lat i nie wiedzieć takich rzeczy to trochę kwas. ;-> Szedłem sobie w najlepsze, ulica ciągnie się dalej, nawet jeśli nie jest już asfaltowa ani brukowa, tylko ze zwykłego żwiru, piachu i kamieni, aż doszedłem do jej końca - z tym, że czasami (także i dzisiaj) podczas takich samotnych wypadów włącza mi się mindflow tj. zaczynam myśleć o różnych rzeczach. Więc zamiast zawrócić, skręciłem w drugą ulicę i idę sobie dalej, myśląc o czymś innym niż orientowanie się, gdzie ja, cholera, jestem. ;-) W końcu na środku jakiegoś dosłownego pola pomyślałem sobie, że pora wrócić. Dobra, tylko którędy iść? Nie zastanawiając się długo, poszedłem w kierunku, z którego dobiegały dźwięki przejeżdżających samochodów. 30 minut później znalazłem się (WRESZCIE) na jakiejś cywilizowanej, utwardzanej jezdni z chodnikiem. Idąc wzdłuż ulicy w kierunku ruchu trochę zaskoczył mnie inny format tabliczek z nazwami ulic - w Łodzi obowiązują te śmieszne, różowe, a nie białe z jakimś herbem. 10 minut później dotarłem do ronda i załamałem się.

Doszedłem do Aleksandrowa Łódzkiego.

Wszystko dobrze się skończyło dzięki znakowi drogowemu, który wskazał mi kierunek do Łodzi, ale mam wrażenie że kiedyś takiego znaku nie znajdę w sensownym czasie. Albo jeśli znajdę, to w Zgierzu albo innym Sieradzu ;->


Może Cię zainteresować...

Link | Komentarzy: 5 | Marudzenie, Obserwacje
Pokazuj komentarze.
Komentowanie wyłączone dla tego wpisu.
Powered by:
Hellcore Mailer - polski program pocztowyOpera Web BrowserFreeBSD - The Power to Serve!Slackware
RSSy:
Sidekick:
Projekty:
O autorze:
Zobacz:
Kategorie:
Archiwum:
Szukaj: